Usiadłam na trawie, dość daleko od świątyni. Nareszcie przerwa od obowiązków... Pewnie nie zbyt długa. Służba u bóstwa jest naprawdę ciężka. Odetchnęłam głęboko z ulgą. Dawno nie miałam tyle pracy, ale tak to jest, gdy pojawia się nowe bóstwo. Formalności i tym podobne... Jakież to nudne. Zamknęłam oczy, przewróciłam się na plecy, zaczęłam oddychać przez usta. Taki mój sposób na uspokojenie się. Mam też inne, ale ten jest najbardziej skuteczny. Otworzyłam oczy, zobaczyłam zachmurzone niebo, a po chwili z owych chmur zaczęły spadać deszczowe krople. Czułam, jak dotykały mojej twarzy oraz reszty ciała. Powoli podniosłam się z ziemi i rozejrzałam dookoła.
- Ino - wezwałam imię mego towarzysza. Zaskoczyło mnie, że się nie pojawił. Zwykle natychmiastowo reagował, bo był w pobliżu. Oznaczać to może tylko jedną rzecz, mianowicie - Jarvis. Po raz kolejny ukradł mojego przyjaciela. Westchnęłam cicho. Lekko zirytowana ruszyłam w kierunku, w którym zwykle go znajdowałam. Po kilku minutach stałam pod drzewem wiśni, zaś na moim ramieniu usiadł czarny ptak. Jak dobrze mieć go z powrotem przy sobie. Spojrzałam w górę. Zawiał wiatr, liście odsłoniły postać chłopaka o jasnych włosach. Patrzyłam na niego z w miarę widoczną złością. Minęło kilka chwil, a on stanął niedaleko mnie.
- Jak się miewa moja ulubiona youkai? - zapytał beztrosko, ale ja nie zmieniłam mojego zdenerwowanego spojrzenia. Jest tak stary, iż powinien wiedzieć, jakie jest moje zachowanie, gdy zabiera mojego najlepszego przyjaciela. To dość oczywiste, jestem raczej oczywiście nie zbyt szczęśliwa. Zarzuciłam mu moje ramię na barki, a zaraz potem moje przedramie znalazło się na jego szyi, podduszając go.
- A jak mogę? - odpowiedziałam pytaniem, nadal nie przestając go dusić. Odpowiedział mi cichym śmiechem połączonym z lekkim kaszlem, najprawdopodobniej spowodowanym brakiem powietrza.
- Chyba coś ci nie dopisuje humor - stwierdził dalej beztrosko. Uśmiechnęłam się delikatnie, niemal niewidocznie.
- A jak sądzisz? - zadałam kolejne pytanie, oczekując odpowiedzi. Może wtedy go puszczę? Zastanowię się.
- Sądząc po twojej minie i próbie zabicia mnie, na pewno jesteś zła. Choć kto tam wie? Ja się nie znam - odparł. Westchnęłam cicho i puściłam go, a to doprowadziło do jego upadku. Kucnęłam przy nim, przyglądając się, jak łapczywie pobiera powietrze przy oddechach. Na chwilę wstałam i przeszłam krok, aby po chwili znów kucnąć, tym razem przed jego twarzą. Złapałam jego podbródek, podniosłam go, przez co był zmuszony patrzeć mi w oczy. Przechyliłam lekko głowę, a moja twarz stała się bezemocjonalna, obojętna na wszystko. Patrzyłam się w jego oczy pustym wzrokiem, zaś Ino robił dokładnie to samo. Jemu to obojętne, z którym z nas rozmawia, byleby mu się nie nudziło.
- Miałeś go nie zabierać - stwierdziłam cichym, ale melodyjnym głosem.
- Hah...N-nie ująłbym tego słowem "z-zabrać" - odpowiedział tym razem z lekkim przestrachem. Ach, no tak. On się boi zwierząt... A lisy to zwierzęta. Jestem lisim youkai, więc teraz najwyraźniej przekroczyłam "granicę" i zaczął się mnie bać. To nawet zabawne. Nie wiem, jak mogę z nim wytrzymywać...
Jarvis?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz