poniedziałek, 1 czerwca 2015

Od Irie

No cóż, oglądanie jego strachu przed zwierzętami po pewnym czasie zaczyna się nudzić. Zmieniłam pozycję, w jakiej obecnie byłam, gdyż nie była zbyt wygodna. Teraz siedziałam na klęczkach. Zaczęło lać, co? To jeszcze bardziej utrudnia sprawę. Spojrzałam na niemal żałosne bóstwo, które to leżało przede mną. Co by tu... O! Już wiem. Podniosłam chłopaka na tyle, aby móc położyć jego głowę na moim ramieniu. Nie zwracałam uwagi na jego reakcje. Rozwinęłam ogromne, białe skrzydła. Po niedługiej chwili udało mi się wznieść w powietrze. Wbrew pozorom, nie było mi trudno utrzymać Jarvis'a. Zabrałam go do świątyni. No cóż, całkiem przemokliśmy, jednak mówi się trudno i żyje się dalej. Poszłam się wysuszyć. Człowiekiem nie jestem, więc się nie przeziębię, ale to nie jest zbyt przyjemny stan. Gdy w końcu się wysuszyłam, wróciłam do mojej pracy. Zastanawiałam się, od czego zacząć. W końcu zdecydowałam się przejrzeć pocztę. Najbardziej zaskoczył mnie list leżący na samej górze niewielkiego stosu. Był polecony, w dodatku od rady. Natychmiast go otworzyłam i zaczęłam czytać. W trakcie tej czynności otworzyłam szerzej oczy. Nie wierzyłam w to, czego się właśnie dowiedziałam. Wstałam z miejsca, pobiegłam poszukać pewnego bóstwa. Trochę to zajęło, ale wreszcie się udało. Stanęłam sztywno przed jego twarzą.
- Wiadomość od rady. Jesteś za mało zintegrowany z ludźmi. Masz iść do jednej z ich szkół. Zaś moim zadaniem będzie cię pilnować - stwierdziłam sucho, bardzo poważnym tonem. Rozkazy od rady są właściwie absolutne. Jeśli oni tak mówią, to nie ma wyjścia. Przed nimi nie da się znaleźć wymówki. Żadnej. Chłopak zdawał się być lekko zaskoczony. Po chwili na jego twarzy pojawiło się oburzenie.
- Ja!? Do ludzkiej szkoły!? Niby po co!? - zapytał najwidoczniej zdenerwowany tą sytuacją. Westchnęłam cicho. Chyba jego słuchanie mnie było bardzo nikłe.
- Integracja, Jarvis. Jeśli nic nie wiesz o swoich wyznawcach, jesteś dość bezwartościowym bóstwem - odpowiedziałam na jego pytanie i zignorowałam na większość narzekań. Odwróciłam się w stronę wyjścia. - Jeśli będziesz jeszcze czegoś chciał to wiedz, iż zajmuję się dokumentami. Wiesz, gdzie to robię - dopowiedziałam wychodząc. Szybkim krokiem wróciłam do pokoju, w którym miałam zamiar dalej zajmować się moimi obowiązkami. Wykonywałam starannie moje obowiązki. Do najbliższego poniedziałku muszę załatwić wszystkie formalności w najbliższym liceum. Wtedy też mamy pierwszy raz stawić się na zajęciach. Nadal nie dowierzam w ten absurdalny pomysł, lecz nie mam wyboru. Zostając sługą, wybrałam sobie taki żywot. Chociaż służyłam o wiele ciekawszym bóstwom, niźli moja obecna pani i Jarvis. Nie mówię, że pani Arise jest zła, ponieważ uważam ją za wspaniałą osobę, jednak nie zaprzeczę, iż pracowałam dla wyżej od niej postawionych. Koniec końców, trafiłam do niej, bardzo dobrze się tutaj czuję.
W poniedziałek  
Hah...To już ten dzień. Pierwsza lekcja, weszliśmy do klasy. Spotkaliśmy się z niemałym zaskoczeniem uczniów klasy, do której nas przydzielono. W końcu, raczej rzadko pojawiają się nowi uczniowie, prawda? Popatrzyłam po nastolatkach. Zapowiada się ciekawie.

Jarvis? Opiszesz ten dzień?